wtorek, 27 grudnia 2011

"To nie takie proste"

Pisałam i pisałam xD. LOL. zaraz 24 -,- . Ide spać...

_____________________________________________________________________

Księga 2

"To nie takie proste"


Wyszłam na zewnątrz, było tam pełno ludzi, zgromadzili się w jednym miejscu. Nie widziałam Appy (latający bizon Aanga)
Rozglądałam się za Sokką, Suki, Toph, Zuko i Mai. Niestety nie widziałam ich. W pewnym momencie poczułam jak ktoś łapie mnie za ręke i ciągnie w swoją stronę.
To była Toph, mimo że jest ślepa jej stopy wszystko widzą. Zaciągnęła mnie do reszty przyjaciół.
-Jak ja cie długo nie widziałam Kataro ! - wykrzyknęła radosna Mai
To nie było w jej stylu ! Przecież ona zawsze była taka oschła, nie okazywała uczuć...prawie. Być może małżeństwo z Zuko i narodzenie córki ją odmieniło.
-Ja też się za tobą stęskniłam - odpowiedziałam.
Od kąd Mai i Zuką są razem nie widujemy się tak często jak kiedyś. Przecież on jest władcą i ma wiele obowiązków. A ona musi zajmowac się córką.
Mimo wszystko nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
-No i gdzie jest ten Aang ?! - wykrzyknął nagle rozzłosczony Sokka !
-Uspokuj się ! - rozkazała mu Suki.
-No właśnie Sokka ! Ochłoń troche bo jeszcze coś ci się stanie - zaśmiała się Toph.
Tak, to cała Toph rzuca beszczelne teksty, wymądrza się, moja przyjaciółka która uwielbia sie ze mną kłucić. Lecz kiedy przyjdzie co do czego
jesteśmy zgrane jak zegarek.
-nareszcie ! - krzyknął Sokka, spoglądając w górę. Aang leci.
Nie miałam ochoty tam wtedy być, chciałam odejść lecz moje serce kazało mi zostać.
Patrzyłam w górę wyszukując siedzącej drugiej osoby na Appie, nikogo nie zauważyłam siedział tam tylko Aang a jak zwykle obok niego Momo.
Gdy wylądował otoczył go tłum ludzi. Ja nadal zastanawiałam się kto może z nim lecieć. I czy to wogóle prawda, a moze leciał sam ? Wpatrywałam się w tłum wyszukując Aanga.
Stałam zupełnie z tyłu więc prawie nic nie widziałam. Wystawało tylko siodło bizona, nagle zauważyłam wychylającą się z niego postać. Nie był to Aang.
Nie znałam tej osoby. Poczułam jak moja moc zaczyna we mnie buzować, nie wiedziałam co się dzieje, musiałam wyjść. To był nagły przypływ energii ?
A może moje moce zaczynają jakąś niekontrolowaną reformację. Szłam ciemnum korytażem do mojej kajuty. Zdziwiło mnie tylko to że na moich drzwiach zniknął numerek.
Nie przejmowałam się tym miałam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Połozyłam się na łóżku i zasnęłam.
Obudziłam się w środku nocy, było mi strasznie gorąco postanowiłam wstać i otworzyć okno, poczułam przyjemny podmuch chłodnego wiatru. Nie byłam śpiąca.
Postanowiłam po cichu wymknąć się z kajuty i udac się na mostek, była pełnia więc moje moce mialy największą moc, doskonała pora na ćwiczenia. Jeszcze tylu metod nie znam,
a wkrótce chce wystąpić na paradzie. Wzięłam głeboki oddech powolnym ruchem ręki uniosłam wielki bąbel wody. przeobraziłam go w kule lodu którą wrzuciłam do oceanu. Z taką siłą że chyba wszystkich obudzłam.
było mi głupio więc jak najszybciej chciałam wrucić do mojej kajuty, Biegnąc przez korytaż wpadłam na pewną dziewczynę. Nigdy jej nie widziałam, miała jasną karnację, zielone oczy jasne włosy, była szczupła.
Ubrana w zieloną suknię,
-Przepraszam-powiedziałam pomagaąc jej wstac.
-Nic się nie stało, to ja powinnam przeprosić - odpowiedizła z uśmiechem.
-Jestem Messa- przywtała się serdecznie podając mi ręke.
-Katara - odpowiedziałam grzecznie, również podając jej ręke.
-Powinnam już iść- oznajmiła łapiąc za kosmyk swych błyszczących włosów
-Ja również-odparłam.
-do do zobaczenia Kataro- uśmiechnęła się do mnie i skierowała się w strone swej kajuty.
-do zobaczenia-powiedziałam otumaniona.
Oworzyłam drzwi do mojej kajuty, poczułam dreszcze było mi strasznie zimno. Okono cały czas było otwarte.
Ten niedawno cieplutki pokoik stał się wielką zamrażarką.
W pośpiechu zamknęłam okno i rozpaliłam ogień w kominku
Szybkim krokiem wskoczyłam do łóżka i przykryłam się kołdrą, robił się co raz cieplej, lecz ja nie mogłam zasnąć.
Rozmyślałam o zyciu, jak to było wspaniale w "Druzynie Avatara" nasze wspaniałe przygoody...i Aang.
Łza spłynęła mi po policzku, otarłam ją. To było takie piękne ja i on, razem jego wspaniałe pocałunki
jego dotyk i zapach. Tak bardzo mi tego brakowało. Uświadomiłam sobie, że nawet go eni widziałam. Nie wiedziałam jak wyglądał.
Byłam zmieszana, część mnie chciała go zobaczyć, rzucić się mu na szyję ale reszta stawiała temu opór. "To nie takie proste"
powiedziałam sama do siebie. Zasnęłam, sniło mi się że jestem na pięknej polanie rosły tam róże, krzewy. Śpiewały ptaki
było tam przepiękne male jeziorko z mostkiem który przecinał jego środek.
Słońce świeciło było ciepło. Usłyszałam czyjiś głos odwruciłam sie, to był on Aang.
Obiął mnie i przytulił do siebie mocno. A później powiedział "wszystko się ułoży Kataro".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz