wtorek, 27 grudnia 2011

Historycznie XD

moje opowiadanie na historię :D
Wiem już było ale to jest całość FULL VERSION XD

Miłego czytania. Mam nadzieje że się spodoba !

Nie miałam zbyt dużo czasu aby zebrać całą załoge. Jako kapitan statku, zabrałam ze sobą tylko 3 karawele (pérola negra, furacão, geleira). Nazywam się Diana la Sofia dos Perroni.
Moim celem jest odnalezienie, wspaniałej wyspy zwanej "dom feliz dos Deuses" (Szczęśliwy dar Bogów). Z legend wiadomo że wyspa słynie z bardzo licznych przypraw korzennych,
cennych włukien oaz drogich kamieni. Nie wiem czy zdołam do niej dopłynąc, czy uda mi się ją zobaczyć. Na statek zabrałam 3tys beczek kiszonej kapusty, 2,5tys
beczek mięsa, 5 beczek soli, 1tys beczek wina, 4tys beczek świerzej wody. Moja załoga liczyła 120 osób. Na każdąkarawele składało się 40 osób. Król oznajmił że nie wyda
więcej pieniędzy na karawele, gdyż nie jest pewien czy ta wyprawa skończy się sukcesem, jeśli zdobęde chodź 50 worków przypraw korzennych, obiecał mi że będe
bogata oraz znana.


Dni 1-14
Obudziłam się o świcie, gdy słońce wschodziło. Moja zastępczyni Echo Tsukchino czekała już na mnie wraz z załoga. Wypłynęliśmy 30 sierpnia 1494r. ok. godz. 6:00.
Wypłynęliśmy z Portugalii kierując się na południowy zachód. Dni były bardzo ciepłe, załoga nie leniwiłą się, wiedząc co ich za to czeka.
Mielismy za 2 tygodnie dopłynąć do portu w Afryce południowo-zachodniej. Te 2 tyg były bardzo pracowie, musiałam opracować kurs, w jakim kierunku mamy płynąć, gdzie się zatrzymać.


Dni 14-50
Przystaliśmy na porcie w Afryce, uzupełniliśmy wszystki potrzebne zapasy i podziękowaliśmy za dobroć tubylcom. Wybrałam kurs na pełne morze w tym przypadku ocean czyli na południowy zachód
Płynęliśmy długi okres czasu... załoga powoli opadała z sił, straciliśmy już 4 osoby z powody udaru. Było bardzo bardzo gorąco, wody ubywało a lądu nie było widać.


Dni 50-57
Po kilkunastu dniach żeglugi i stracie dużej ilości członków załogi, udało nam się dotrzeć do lądu. Dokując na plaży, zauważyłam że kilka osób stoi i się nam przygląda.
Mnieli ciemną skóre, i chodzili boso, jeden z nich trzymał w ręku długi kij, domyślałam się że to była włucznia. Ubrani byli w krótkie spódniczki utkane z jakiejś rośliny.
Na szyjach wisiały naszyjniki, z kamieni, kawałków drewna, muszelk, oraz kości.
Nie bacząc na reszte załogi ruszyłam w strone nieznajomej grupy. Jeden z jej członków wychylił się, zostawiając reszte w tyle.
Robił powolne kroki, w moim kierunku.
Na chwile przystanęłam, chciałam sprawdzić jak daleko znajduje sie od mojego statku.
Gdy się odwruciłąm zobaczyłam, tylko tego mężczyzne ktory nadal szedł powoli w moim kierunku.
Reszta gdzieś zniknęła. Nie wiedząc dlaczego zdrętwiałam i nie mogłam się ruszyć.
Gdy odwruciłam głowe ujrzałam małą strzałe wbitą w moją lewą ręke. Chciałam zawołać moją załogę, ale nie miałąm już sił.
Widziałam plamy, wszystko stawało się ciemne. Zemdlałam.

Słyszałam, niezrozumiały dla mnie język. Nie mogłam otworzyć oczu. Poczyłam jak ktoś dotyka
mojej lewej ręki. Nadal nie mogłam się ruszyć. Leżałam nie wiem gdzie, kiedy, i najgorsze było to że nie wiedziałm
kto mnie obserwuje. Byłam tak śpiąca że prawie zasnęłam... ale po kilku minutach bezczynnego leżenia, usłyszałam
głos i znany mi język, ktos mówił "ona się nie obudzi, ta strzała była zatruta".
Nie wiedziałam co mam zrobić, czy dać znak życia, czy też leżeć nieruchomo przez kilka godzin.
Przemyślałam całą sytuacje i doszłam do tego, że jeśi ktoś tu zna moj język, to musi być to ktoś
z mojej załogi.
Ruszyłam ręką. Usłyszałam nagle kroki które zbliżały się do mnie i głos "widzieliscie ?"
Nie wiem czemu, uśmiechnęłam się, do osoby kórej nawet nie widziałam.

Po ok. 2godz. byłam w stanie otworzyć oczy, zmusiłam się do tego.
Nademną widniała postać mojej zastępczyni. Która wpatrywała się we mnie z niedowierzeniem.
Miałam już na tyle sił aby samodzielnie usiąść, ale Echo i tak potrzymała mnie ręką.
Zapytałam się jej co się ze mną stało. Opowiedziała mi że, plemnie napadło na naszą załoge.
Ale na szczęście ich pokonaliśmy. A ja zostałam trafiona zatrutą strzałą.
Chociaż z drugiej strony, wyszło to nam na dobre. W tutejszych rejonach rośnie wiele przypraw korzennych
a ci "podludzie" mieli bardzo dużo cennych przedmiotów.
Słysząc to ucieszyłam się. Chciałam jak najszybciej wracać do Portugalii, a z resztą nie tylko ja.
Duża część mojej załogi miała dość żeglowania.
Wiedziałąm co czują, ale nie mogłam tego pokazać. Straciłąbym w tedy tytuł "Wielkiego żeglarza"
Przejęliśmy chatki które stały na wybrzeżu. Więc mieliśmy dach nad głową. Moze nie były za czyste i ładne ale dla podrużnika
to zawsze jakiś plus.

Następnego dnia ok. godz. 5:00 ogłosiłam pobódkę.
Na morze wypłynęliśmy po 4 godz.

Niestety tak jak to bywa, u poszukiwaczy zawsze są jakieś niedogodności. Ponieważ słońce juz dawno świeciło, nie byliśmy niewykrywalni dla
statków piratów. Stając na swoim kapitańskim miejscu zauważyłam dziwny, czarny poruszający się fragment na zachód od naszej karaweli.
Można było się dymyslać, że to statek piracki. Zbliżał się do nas w zawrotnie szybkim tępie.
Byłam przerażona, myslą co mogą skraść. Na naszym statku znajdowały się drogocenne skarby, złoto, przyprawy korzenne, kokosy, drogocenne kamienie.
Było tego bardzo dużo. Wiedząc co nas może spotkać nakazałam wszystkim zchować i zapewnić ochrone, tylu drogocennym przedmiotom, ile się dało.
Po kilku minutach statek piracki zwolnił, wyglądało to jak by w nas celowali. Spojżałam kątem oka na statek. Był cały obdrapany, miał podziurawione rzagle.
Na rufie widniał wyryty napis : "Morte" (śmierć nie wiedziałam co to znaczy, ale sam wygląd wzbudzał we mnie przerażenie, i niechęć.
Nim się obejrzałam piraci wskoczyli na mój statek, jeden z nich wystąpił przed resztę. Powiedział że poszukuje kapitana.
Z podniesioną głową i szablą przy dłoni wystąpiłam, przedstawiając się. W ten, kapitan statku pirackiego, rozkazał mi abym oddała
wszystkie drogocenne przedmioty. Prychnęłm pod nosem. Szybkim ruchem wyciągnełam szablę, kierując ją w kierunku szyi tego
nikczemnika. Pirat miał sie czym bronić, lecz ja byłam szybsza i jednym zwinnym ruchem naciełam mu rane na szyi.
Zaczęła lać się krew, reszta jego załogi plądrowała nasz statek ale moi ludzie, byli silniejsi. Jak wiadomo karmiłam ich regularnie, a
piraci często nie mieli co jeść. Oczywiscie skradziono nam kilka wartościowych przypraw. Lecz to nawet nie była ćwiartka tego co
naprawde ukrywaliśmy.
Byłam zafascynowana jak szybko moja załoga rozprawiła się z tymi łajdakami. Ozywiście wygraliśmy, a ponieważ piraci okradli inne statki.
"pożyczyliśmy" sobie od nich kilka niezbędnych rzeczy. Oraz "troszkę" złota. Na cześć wygranej, wieczorem zorganizowałam potańcówkę.
Była muzyka, wino, dużo jedzenia.

Wydawało mi się że jestem dobrym kapitanem.

dni 57-80
Mielismy za duży balast. Musieliśmy pozbyć się wielu rzeczy. Ale ja wpadłam na pewiem pomysł.
Skoro piraci zostali pokonani, czemu mielibyśmy zostawiać ich statek ?
Może był przerażający, i ochydny ale bardzo pomocny.
Zajęło nam 2dni przenoszenie cięższych rzeczy. Ale w końcu się udało.
Okazało się również że piraci mieli bardzo dużo wody, ale mało jedzenia.

Kilka dni żeglowania, nareszcie ujrzałam ląd ! Kochany dom !
Widziałam już port z którego wypłyneliśmy. Bardzo się cieszyłam, z resztą nie tylko ja.
Moja załoga wręcz skakała z radości !
Być może nie odkryłam wspaniałej wyspy, lecz na świecie są jeszcez wspanialsze miejsca.
Dokując łódź dookoła niej zgromadził się tłum gapiów.
Przyjechał również sam król.
Chwaląc mnie, i reszte załogi.
Zapłacono mi, i reszcie bardzo dużą liczbę pieniędzy.
Zdobyłam tekże medal za wytrwałość i pomysłowość.
Moja zastępczyni była bardzo podekscytowana. I po kilku dniach chciała wrócić na tę wyspe.
Ja chce teraz odpocząć. To już koniec mojej histori. Lecz niedługo, wyrusze w kolejną podróż.
I być może odkryje coś bardziej fascynującego, i zdumiewającego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz