piątek, 30 grudnia 2011

"COOOO TOOOOO MAAA BYYYYYĆ ?!"

Jutro Sylwek ^^ Więc życzę wam szczęśliwego nowego roku !!! : ) 
Wiecie co ? Połączyłam mangę "Kuroshitsuji" z moim opowiadaniem
dlatego będzie ciekawsze i z dreszczykiem ;) 

_______________________________________________________

Księga 4


" COOOO TOOOOO MAAA BYYYYYĆ ?!"


-Sokka ! - krzyknęła Suki. Co ty wyrabiasz ?!
-Nie widać ?
-yhh...
-Ey pzestańcie się kłucić ! - wtrącił się Aang
Słyszałam różne głosy i rozmowy. Chciałam coś powiedzieć. Ale nie mogłam.
Moje prawe oko strasznie bolało. Nie mogłam się ruszyć leżałam sparaliżowana, przysłuchiwałam się tylko rozmową.
Lecz jeden głos nie był mi znajomy, chociaż doskonale wiedziałam do kogo nalezy. Tak to była Messa. Tak naprawde
mogłam tylko podejrzewać, że była z Aangiem. To że przytulała się do niego w kuchni niczego nie potwierdzało.
Tak bardzo żałowałam, że tam nie weszłam. Jedyne co pamiętam to tylko to, lęcący w moją strone wielki głaz
krzyk Sokki i Suki. A później ? Później czyli teraz. Chciałam się lekko poruszyć, dać znak życia. Byłam sparaliżowana i strasznie zmęczona.
Moje serce biło szybko a mój oddech był zimny, nie wiem co się działo. Niekontrolowany przypływ energii ?
W pewnym momencie poczułam jakby coś dotykało mojej prawej nogi, na początku bolało ale później zrobiło się przyjemnie.
Czyżby Aang posiadał moc uzdrawiania ? Być może. Ból w nodze minął lecz prawe oko nadal niezmiernie szczypało.
Jakby ktoś je wypalał od środka. Niewiadaomo jak udało mi się dekko poruszyć palcami.
-Spóż Aang ! - wykrzyknęła Toph. Poruszyła palcami !
-Wspaniale ! To oznacza że paraliż wkrótce minie. - odezwał się.
Ah..byłam tak zła na samą siebie że nie odskoczyłam przed nadlatującym głazem. Byłam tak wpatrzona
w to co się dzieje, czemu ja nie mogłam walczyć z nimi ? "Być może dobrze się stało...jeszcze nie wiedziałam co mnie czeka"
Poczułam się senna, odpłynęłam, i znowu dziwny sen. Tym razem byłam tam tylko ja ubrana w białą suknię. Czułam się potężna.
To było dziwne bo...moje prawe oko było przykryte. Nagle spoglądając w dół zauważyłam...krew.
Moja śnieżno biała suknia zamieniła kolor na krwisto czerwony. Moje ręce i twarz całe umazane we krwi.
Stałam oparta o laskę, widziałam lustro spojrzałam w nie, wyglądałam jak hrabina. Usłyszałam krzyki.
To byli moi przyjaciele, cali we krwi, a ja stałam patrząc na ich agonię. Chciałam coś zrobić ale nie mogłam.
Kogoś tam brakowało....brakowało Aanga. Tylko gdzie on był ?
Obudziłam się zalana potem.
-Aaał !!! - krzyknęłam
Moje oko krwawiło, i strasznie bolało do tego nic na nie nie widziałam.
-Co się stało - zapytał ze zdziwieniem Sokka.
-Moje oko ! Krwawi ! - wrzasnęłam.
-Co ? Twoje oko jest nietknięte.
Sokka spojrzał się na mnei jak na wariatkę.
Nagle ból ustał a oko przestało krwawić. Widzialam przez nie ale...jakoś dziwnie.
-Może przyniosę ci wodę - zapytał zaniepokojony Sokka.
-Dobrze.
Kiedy Sokka wyszedł, natychmiast rzuciłam się do lustra.
-Co to jest ? - powiedziałam sama do siebie wpatrując się w swoje prawe oko.
Była na nim gwiazda nie była ona zwykła, wokół niej to ... to coś wyglądało jak korona z cierni.
Tam coś było napisane. Postanowiłam to ukryć, w szufladzie znalazłam czarną jakby piracką opaskę na oczy.
Strasznie trudno było mi się przyzwyczaić do patrzenia lewym okiem.
Dopuki nie dowiem się co to jest, nikt się nie może dowiedzieć.
-yyy...Kataro co ty robisz ? - spytał Sokka.
Wyglądał jakby zaraz chciał zacząć śmiać się na cały gardło.
-Nic, po prostu oko mnie boli - skłamałam.
-a...(hahahahhaha)..ha - zaczął się śmiać.
-haha - powiedziałam oschle.
-Zaraz śniadanie, przyłącz się do nas - odparł i zniknął w korytarzu.
Uhh...."przyłącz się do nas !!!" Jasne ! I co jeszcze ? Jak walczyliście to nie miałam się do was przyłączać ?!
Stałam przed lustrem, i złościłam się na wszystkich.
Moją uwagę odwruciła ... COOOO TOOOOO MAAA BYYYYYĆ?
Natychmiast zdjęłam opaskę. Nie mogłam przestać patrzeć.
Moje lewe oko zmieniło kolor na czerwony a źrenica na kocią. Bałam się otworzyć pawe oko.
Doznałam szoku. Wszystkie dziwne kształty zaczęły świecić, nie widać było źrenicy mimo to wszystko widziałam
A kolor...zmienił się na fioletowy !
-To niezwykłe - szepnęłam sama do siebie
Gdy moje emocje opadły, wszystko wruciło do porządku, kolory do koloru, a źrenica do swej kulistej postaci.
Spróbowałam znów się rozgniewać, stało się to samo...i do tego czułam niewyobrażalną siłę.
-Kataro !!! - Krzyczał sokka z korytarza
Zacisnęłam pięść by pozbyć się złości założyłam opaskę.
-Już idę !!! - odpowiedziałam na wrzaski brata.
Nie wyobrażałam sobie teraz spotkania z Aangiem i Messą przytulającą się do niego.

środa, 28 grudnia 2011

"Było inne wyjście ?..."

Tak, krótka część bo jakoś dziś nie miałam czsu -,- 
Miłego czytania ! ^^

________________________________________________________________

Księga 3


"Było inne wyjście ?..."


Otworzyłam oczy, słońce wpadało przez małe okno wprost na moje łóżko. Odsłoniłam kołdre, i położyłam stopy
na zimnej podłodze. Obeszły mnie ciarki. Wstałam wyciągnęłam się i ślepo stąpając weszłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro, spoglądaly na mnie duże i piękne niebieskie oczy, postać wysokiej kobiety z długimi włosami
ciągnącymi się za biodra. Wyjęłam z torby grzebyk i zaczęłam lekkimi ruchami przeczesywać włosy.
Nadal byłam nieprzytomna, a do tego słońce odbijające się w lustrze strasznie mnie raziło. Odręciłam zimną wode i chlusnęłam
w twarz. Od razu się ocknęłam. Szybkom ruchem weszłam pod gorący prysznic. "ah..jak przyjemnie" - powiedzialam sama do siebie.
Ciepłe krople wody ocierały się o moje ramiona. Nie miałam zamiaru się ruszać z pod gorącej wody, lecz mój zołądek się temu sprzeciwił.
Kabina była cała zaparowana, było w niej przyjemnie ciepło. Kiedy otworzyłam drzwi buchnął we mnie zimny powiew.
Za pomocą magii wody osuszyłam się. Dziś postanowiłam ubrać się w coś lekiego. Było lato więc nie mogłam zakładać moich plemiennych
szat. Z szafy wydobyłm ubrania pochodzących z narodu ognia, specjalnie na ciepłą pogodę. Otworzyłam drzwi i szybkim ruchem podążyłam wzdłóż korytarza.
Podążałam do kuchni, prawie otworzyłam drzwi ale ze zdmienia zamknęłam je i się cofnelam. Obejrzałam się w prawo i lewo, nikogo nie było.
Przysunęłam oko do szparki, to co zobaczyłam.... po policzku spłynęła mi łza. "Kataro opanuj się!!!" Krzyknęłam w myślach sama do siebie.
Co tak wogóle mi się stało ? Przecież on i ja... to przeszłość. Być może kiedyś byliśmy razem, coś nas łączyło ale teraz.
Ocierając szybko łzę, poraz kolejny sprubowałam spoglądać przez szparkę. Po raz pierwszy go zobaczyłam był wysoki i umięśniony,
nadal mniał strzałki, ale były jakieś inne. Na pewno był wyższy odemnie. A..a ta kobieta, którą Aang obejmował z kądś ją znam. Ale niedokładnie.
Byłam tak wściekła...ale tak samo głodna. Co ?! miałam przejśc obok nich, tak jakby niby nic ?
Było inne wyjście ? ... TAK ! Przeciez wiadomo że przyjaciel zawsze będzie mnie wspierał.
-TOPH !- krzyknęłam z całej siły wparowując do jej kajuty.
-puka sie ! - wrzasnęła
-mam do ciebie wielką poźbę.
-hmm...czekaj chwilkę musze sprawdzić czy mam czas - uśmiechnęła się szroko.
Zaśmiałam się
-więc o co chodzi ? - spytała.
-ymm.... Tak naprawdę nie wiedziałam co powiedzieć. Dokładnie tego nie przemyślałam.
...czy mogłabyś pójść ze mną do kuchni ?
-jasne - odpowiedziała z uśmiechem.
Z każdym krokiem w strone kuchni moje serce coraz szybciej biło, Toph dodawała mi odwagi ale nie ona lecz ja miałam się
spotkać z tym co na mnie czekało. W połowie korytarza Toph nagle zatrzymała się.
-coś wyczuwam - powiedziała z niepokojem
-Co ? Toph mów ! - krzyknęłam
-Coś tu jest nie tak-powiedziała sama do siebie
-Ale co Toph? - zapytałam
-Zostań tu Kataro, ja zaraz po ciebie wruce. - nakazała mi o pobiegła w stronę wyjścia.
Zupełnie nie wiedziałam co się dzieje. Zaniepokojona wbiegłam do kuchni nie zwarzając na to, że moge spotkać tam Aanga
i jego "nową dziewczyne".
-Katara !!! - krzyknęła Toph. Mówiłam że masz tam zostać !.
Z czymś walczyli, wszyscy...czyżbym została odrzucona przez przyjaciół. Zauważyłam wśród nich kobietę.
Nagle przypomniała mi się wczorajsza noc...to byla ona. Messa !
To ona była z Aangiem.
-Kataro uważaj ! - krzyknął Sokka biegnąc w moją stronę.
Leciał na mnie wielki głaz, nie udało mi się go ominąć...
CDN

wtorek, 27 grudnia 2011

"To nie takie proste"

Pisałam i pisałam xD. LOL. zaraz 24 -,- . Ide spać...

_____________________________________________________________________

Księga 2

"To nie takie proste"


Wyszłam na zewnątrz, było tam pełno ludzi, zgromadzili się w jednym miejscu. Nie widziałam Appy (latający bizon Aanga)
Rozglądałam się za Sokką, Suki, Toph, Zuko i Mai. Niestety nie widziałam ich. W pewnym momencie poczułam jak ktoś łapie mnie za ręke i ciągnie w swoją stronę.
To była Toph, mimo że jest ślepa jej stopy wszystko widzą. Zaciągnęła mnie do reszty przyjaciół.
-Jak ja cie długo nie widziałam Kataro ! - wykrzyknęła radosna Mai
To nie było w jej stylu ! Przecież ona zawsze była taka oschła, nie okazywała uczuć...prawie. Być może małżeństwo z Zuko i narodzenie córki ją odmieniło.
-Ja też się za tobą stęskniłam - odpowiedziałam.
Od kąd Mai i Zuką są razem nie widujemy się tak często jak kiedyś. Przecież on jest władcą i ma wiele obowiązków. A ona musi zajmowac się córką.
Mimo wszystko nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
-No i gdzie jest ten Aang ?! - wykrzyknął nagle rozzłosczony Sokka !
-Uspokuj się ! - rozkazała mu Suki.
-No właśnie Sokka ! Ochłoń troche bo jeszcze coś ci się stanie - zaśmiała się Toph.
Tak, to cała Toph rzuca beszczelne teksty, wymądrza się, moja przyjaciółka która uwielbia sie ze mną kłucić. Lecz kiedy przyjdzie co do czego
jesteśmy zgrane jak zegarek.
-nareszcie ! - krzyknął Sokka, spoglądając w górę. Aang leci.
Nie miałam ochoty tam wtedy być, chciałam odejść lecz moje serce kazało mi zostać.
Patrzyłam w górę wyszukując siedzącej drugiej osoby na Appie, nikogo nie zauważyłam siedział tam tylko Aang a jak zwykle obok niego Momo.
Gdy wylądował otoczył go tłum ludzi. Ja nadal zastanawiałam się kto może z nim lecieć. I czy to wogóle prawda, a moze leciał sam ? Wpatrywałam się w tłum wyszukując Aanga.
Stałam zupełnie z tyłu więc prawie nic nie widziałam. Wystawało tylko siodło bizona, nagle zauważyłam wychylającą się z niego postać. Nie był to Aang.
Nie znałam tej osoby. Poczułam jak moja moc zaczyna we mnie buzować, nie wiedziałam co się dzieje, musiałam wyjść. To był nagły przypływ energii ?
A może moje moce zaczynają jakąś niekontrolowaną reformację. Szłam ciemnum korytażem do mojej kajuty. Zdziwiło mnie tylko to że na moich drzwiach zniknął numerek.
Nie przejmowałam się tym miałam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Połozyłam się na łóżku i zasnęłam.
Obudziłam się w środku nocy, było mi strasznie gorąco postanowiłam wstać i otworzyć okno, poczułam przyjemny podmuch chłodnego wiatru. Nie byłam śpiąca.
Postanowiłam po cichu wymknąć się z kajuty i udac się na mostek, była pełnia więc moje moce mialy największą moc, doskonała pora na ćwiczenia. Jeszcze tylu metod nie znam,
a wkrótce chce wystąpić na paradzie. Wzięłam głeboki oddech powolnym ruchem ręki uniosłam wielki bąbel wody. przeobraziłam go w kule lodu którą wrzuciłam do oceanu. Z taką siłą że chyba wszystkich obudzłam.
było mi głupio więc jak najszybciej chciałam wrucić do mojej kajuty, Biegnąc przez korytaż wpadłam na pewną dziewczynę. Nigdy jej nie widziałam, miała jasną karnację, zielone oczy jasne włosy, była szczupła.
Ubrana w zieloną suknię,
-Przepraszam-powiedziałam pomagaąc jej wstac.
-Nic się nie stało, to ja powinnam przeprosić - odpowiedizła z uśmiechem.
-Jestem Messa- przywtała się serdecznie podając mi ręke.
-Katara - odpowiedziałam grzecznie, również podając jej ręke.
-Powinnam już iść- oznajmiła łapiąc za kosmyk swych błyszczących włosów
-Ja również-odparłam.
-do do zobaczenia Kataro- uśmiechnęła się do mnie i skierowała się w strone swej kajuty.
-do zobaczenia-powiedziałam otumaniona.
Oworzyłam drzwi do mojej kajuty, poczułam dreszcze było mi strasznie zimno. Okono cały czas było otwarte.
Ten niedawno cieplutki pokoik stał się wielką zamrażarką.
W pośpiechu zamknęłam okno i rozpaliłam ogień w kominku
Szybkim krokiem wskoczyłam do łóżka i przykryłam się kołdrą, robił się co raz cieplej, lecz ja nie mogłam zasnąć.
Rozmyślałam o zyciu, jak to było wspaniale w "Druzynie Avatara" nasze wspaniałe przygoody...i Aang.
Łza spłynęła mi po policzku, otarłam ją. To było takie piękne ja i on, razem jego wspaniałe pocałunki
jego dotyk i zapach. Tak bardzo mi tego brakowało. Uświadomiłam sobie, że nawet go eni widziałam. Nie wiedziałam jak wyglądał.
Byłam zmieszana, część mnie chciała go zobaczyć, rzucić się mu na szyję ale reszta stawiała temu opór. "To nie takie proste"
powiedziałam sama do siebie. Zasnęłam, sniło mi się że jestem na pięknej polanie rosły tam róże, krzewy. Śpiewały ptaki
było tam przepiękne male jeziorko z mostkiem który przecinał jego środek.
Słońce świeciło było ciepło. Usłyszałam czyjiś głos odwruciłam sie, to był on Aang.
Obiął mnie i przytulił do siebie mocno. A później powiedział "wszystko się ułoży Kataro".

"Czy to wszystko co masz mi do powiedzenia ?!"

Wiem...któtka XD. Ale jakoś spać mi się chce o_O. 
Miłego czytania !
_______________________________________________________






Ehh...no tak Sokka i Suki zaprosili wszystki "starych" znajomych na statek, z którego korzystały wojowniczki Kyoshi. Z jednej strony się cieszyłam ale..moja podświadomość czuła, że coś będzie nie tak. Postanowiłam jej nie słuchać. Nawet jeśli, i tak nie mniałam wyboru, Sokka to mój jedyny brat pozatym że strasznie mnie denerwuje i sie wymądrza i tak go kocham. A skoro o uczuciach...pamiętam Aanga, egh...nie przypominaj go sobie ! To już koniec ! Skończyło się i już nie wruci ! Niestey...Suki powiadomiła mnie, że Aang jednak przylatuje...i to nie sam...
Moje serce zaczęło mnie boleć, czułam jakby chciało zaraz wyskioczyć mi z piersi i uciec jak najdalej. "nie...nie to niemożliwe" powiedziałam sama do siebie...oparłam się ręką o krzesło. Poczułam się słabo...zrobiło mi się gorąco.
-KATARA ! - usłyszałam bardzo dobrze znany mi głos.
-Sokka !, - odpowieziałam udając szczęśliwą i ukrywając mój ból.
-Jak ja się za tobą stęskniłem ! - owiedział ściskając mnie z całych sił.
-Ał. ! Sokka gnieciesz mi żebra ! - warknęłam do brata.
-Oj. przepraszam cię Kataro, myślałem, że się ucieszysz. - posmutniał
-Ciesze się ! a...ale jestem zmęczona po podróży - skłamałam
-no dobra, już dobra. Ja lece do Suki a ty czuj się jak u siebie ! - odparł z uśmiechem.-aaa ! i jeszcze coś !
-co takiego ? - zapytałam
-O 20 przylatuje Aang i... yyy... chcieliśmy go jakoś powitać. - powiedział nieco skrępowany.
-Dobra, przywitajcie go - powiedziałam ukrywając złość.
-no bo ten...chcieliśmy żebyś też tam była - spytał po cichu, tak jakby się czegoś bał.
-Niestety, ja dziś nie mogę. - burknęłam.
-ale...- nie zdążył dokończyć.
-..Czy to wszystko co masz mi do powiedzenia ?! - zpytałam groźnym tonem.
-tak. - wydusił i opuścił moją kajutę.
Myślałam ze zaraz wybuchne !. Jak Aang mógł przylecieć z kimś innym ?
Przecież...przecież, to spotkanie dla starych przyjaciół...a no tak.
Aang nei był tylko przyjacielem był kimś więcej. Dla mnie. Ale to przeszłość. Nie mam zamiaru dać się znowu wykiwać i robić z siebei idiotki.
Dochodziła 20, a ja zaczęłam wariować, nie wiedziałam z kim przyleci. A..a jeśli miał żone ? dzieci ? narzeczoną ?
Tak strasznie się bałam, ale nadal zachowywałam zimną krew, opanowanie i harmonię. W końcu mój umysł nie dawał mi szans, postanowiłam że pójdę i zobacze z kim przyleciał..
lecz, czy to była dobra decyzja....

CDN

przedstawienie.

A więc zacznijmy od przedstawienia postaci :
Aang.
wiek : 18 lat
magia : Avatar (wszystkie zywioły)
zajęcie : chroni świat.

Katara.
Wiek: 20 lat
magia : woda.
zajęcie : pomaga ludziom

Sokka.
wiek: 21 lat
magia : brak
zajęcie : wojownik (XD)

Suki.
wiek: 21 lat
magia: brak
zajecie : wojowniczka Kyoshi

Zuko.
wiek: 22 lat
magia : ogień
zajęcie : Władca ognia.

Mai.
wiek: 21 lat
magia: brak
zajęcie : przyłączyła się do wojowniczek Kyoshi.

Toph.
wiek: 21 lat.
magia : ziemia
zajęcie : walczy na ringu (hehehe :D)

i inni ... xd



Akcja rozgrywa się 6 lat po skończeniu wojny. Wted kiedy Aang odbiera moc władcy ognia Ozaiowi.
Aang rozstał się ze swoimi przyjaciółmi aby ochraniać świat, oraz odbudować świątynie powietrza.
Katara zamieszkała w Ba Sing Se wraz z Toph swoją najlepszą przyjaciółką. Zajmowały się pomocą w herbaciarni stryja Zuko, Iro. Sokka i Suki są zaręczeni. I planują mnieć dziecko (^^ LOL) .
Zuko orzenił się z Mai i mają córkę  Ursę, imie nadali na cześć jego zaginionej matki, której nie udało im się odnaleść.

NOWOŚĆ ! :D

Mam taką wene że tryskam pomysłami XD.
Postanowiłam że napisze opowieść składającą się z kilkunastu ksiąg. :D
** Ksiąg ??? TAK KSIĄG !
Bedzie to opowieść....a z resztą... obejrzyjcie serial :
Ja napisze jego kontynuację. Czyli dalsze losy bochaterów. Oraz umieszcze ich w teraźniejszym świecie. :D
<zaciesz>
fota :

serial
http://iitv.info/awatar--legenda-aanga/

Pierwsza księga ukaże się już wktótce !
Wiem że to może dziecinne ale lubie ten serial ^^
XD
POLECAM !

Historycznie XD

moje opowiadanie na historię :D
Wiem już było ale to jest całość FULL VERSION XD

Miłego czytania. Mam nadzieje że się spodoba !

Nie miałam zbyt dużo czasu aby zebrać całą załoge. Jako kapitan statku, zabrałam ze sobą tylko 3 karawele (pérola negra, furacão, geleira). Nazywam się Diana la Sofia dos Perroni.
Moim celem jest odnalezienie, wspaniałej wyspy zwanej "dom feliz dos Deuses" (Szczęśliwy dar Bogów). Z legend wiadomo że wyspa słynie z bardzo licznych przypraw korzennych,
cennych włukien oaz drogich kamieni. Nie wiem czy zdołam do niej dopłynąc, czy uda mi się ją zobaczyć. Na statek zabrałam 3tys beczek kiszonej kapusty, 2,5tys
beczek mięsa, 5 beczek soli, 1tys beczek wina, 4tys beczek świerzej wody. Moja załoga liczyła 120 osób. Na każdąkarawele składało się 40 osób. Król oznajmił że nie wyda
więcej pieniędzy na karawele, gdyż nie jest pewien czy ta wyprawa skończy się sukcesem, jeśli zdobęde chodź 50 worków przypraw korzennych, obiecał mi że będe
bogata oraz znana.


Dni 1-14
Obudziłam się o świcie, gdy słońce wschodziło. Moja zastępczyni Echo Tsukchino czekała już na mnie wraz z załoga. Wypłynęliśmy 30 sierpnia 1494r. ok. godz. 6:00.
Wypłynęliśmy z Portugalii kierując się na południowy zachód. Dni były bardzo ciepłe, załoga nie leniwiłą się, wiedząc co ich za to czeka.
Mielismy za 2 tygodnie dopłynąć do portu w Afryce południowo-zachodniej. Te 2 tyg były bardzo pracowie, musiałam opracować kurs, w jakim kierunku mamy płynąć, gdzie się zatrzymać.


Dni 14-50
Przystaliśmy na porcie w Afryce, uzupełniliśmy wszystki potrzebne zapasy i podziękowaliśmy za dobroć tubylcom. Wybrałam kurs na pełne morze w tym przypadku ocean czyli na południowy zachód
Płynęliśmy długi okres czasu... załoga powoli opadała z sił, straciliśmy już 4 osoby z powody udaru. Było bardzo bardzo gorąco, wody ubywało a lądu nie było widać.


Dni 50-57
Po kilkunastu dniach żeglugi i stracie dużej ilości członków załogi, udało nam się dotrzeć do lądu. Dokując na plaży, zauważyłam że kilka osób stoi i się nam przygląda.
Mnieli ciemną skóre, i chodzili boso, jeden z nich trzymał w ręku długi kij, domyślałam się że to była włucznia. Ubrani byli w krótkie spódniczki utkane z jakiejś rośliny.
Na szyjach wisiały naszyjniki, z kamieni, kawałków drewna, muszelk, oraz kości.
Nie bacząc na reszte załogi ruszyłam w strone nieznajomej grupy. Jeden z jej członków wychylił się, zostawiając reszte w tyle.
Robił powolne kroki, w moim kierunku.
Na chwile przystanęłam, chciałam sprawdzić jak daleko znajduje sie od mojego statku.
Gdy się odwruciłąm zobaczyłam, tylko tego mężczyzne ktory nadal szedł powoli w moim kierunku.
Reszta gdzieś zniknęła. Nie wiedząc dlaczego zdrętwiałam i nie mogłam się ruszyć.
Gdy odwruciłam głowe ujrzałam małą strzałe wbitą w moją lewą ręke. Chciałam zawołać moją załogę, ale nie miałąm już sił.
Widziałam plamy, wszystko stawało się ciemne. Zemdlałam.

Słyszałam, niezrozumiały dla mnie język. Nie mogłam otworzyć oczu. Poczyłam jak ktoś dotyka
mojej lewej ręki. Nadal nie mogłam się ruszyć. Leżałam nie wiem gdzie, kiedy, i najgorsze było to że nie wiedziałm
kto mnie obserwuje. Byłam tak śpiąca że prawie zasnęłam... ale po kilku minutach bezczynnego leżenia, usłyszałam
głos i znany mi język, ktos mówił "ona się nie obudzi, ta strzała była zatruta".
Nie wiedziałam co mam zrobić, czy dać znak życia, czy też leżeć nieruchomo przez kilka godzin.
Przemyślałam całą sytuacje i doszłam do tego, że jeśi ktoś tu zna moj język, to musi być to ktoś
z mojej załogi.
Ruszyłam ręką. Usłyszałam nagle kroki które zbliżały się do mnie i głos "widzieliscie ?"
Nie wiem czemu, uśmiechnęłam się, do osoby kórej nawet nie widziałam.

Po ok. 2godz. byłam w stanie otworzyć oczy, zmusiłam się do tego.
Nademną widniała postać mojej zastępczyni. Która wpatrywała się we mnie z niedowierzeniem.
Miałam już na tyle sił aby samodzielnie usiąść, ale Echo i tak potrzymała mnie ręką.
Zapytałam się jej co się ze mną stało. Opowiedziała mi że, plemnie napadło na naszą załoge.
Ale na szczęście ich pokonaliśmy. A ja zostałam trafiona zatrutą strzałą.
Chociaż z drugiej strony, wyszło to nam na dobre. W tutejszych rejonach rośnie wiele przypraw korzennych
a ci "podludzie" mieli bardzo dużo cennych przedmiotów.
Słysząc to ucieszyłam się. Chciałam jak najszybciej wracać do Portugalii, a z resztą nie tylko ja.
Duża część mojej załogi miała dość żeglowania.
Wiedziałąm co czują, ale nie mogłam tego pokazać. Straciłąbym w tedy tytuł "Wielkiego żeglarza"
Przejęliśmy chatki które stały na wybrzeżu. Więc mieliśmy dach nad głową. Moze nie były za czyste i ładne ale dla podrużnika
to zawsze jakiś plus.

Następnego dnia ok. godz. 5:00 ogłosiłam pobódkę.
Na morze wypłynęliśmy po 4 godz.

Niestety tak jak to bywa, u poszukiwaczy zawsze są jakieś niedogodności. Ponieważ słońce juz dawno świeciło, nie byliśmy niewykrywalni dla
statków piratów. Stając na swoim kapitańskim miejscu zauważyłam dziwny, czarny poruszający się fragment na zachód od naszej karaweli.
Można było się dymyslać, że to statek piracki. Zbliżał się do nas w zawrotnie szybkim tępie.
Byłam przerażona, myslą co mogą skraść. Na naszym statku znajdowały się drogocenne skarby, złoto, przyprawy korzenne, kokosy, drogocenne kamienie.
Było tego bardzo dużo. Wiedząc co nas może spotkać nakazałam wszystkim zchować i zapewnić ochrone, tylu drogocennym przedmiotom, ile się dało.
Po kilku minutach statek piracki zwolnił, wyglądało to jak by w nas celowali. Spojżałam kątem oka na statek. Był cały obdrapany, miał podziurawione rzagle.
Na rufie widniał wyryty napis : "Morte" (śmierć nie wiedziałam co to znaczy, ale sam wygląd wzbudzał we mnie przerażenie, i niechęć.
Nim się obejrzałam piraci wskoczyli na mój statek, jeden z nich wystąpił przed resztę. Powiedział że poszukuje kapitana.
Z podniesioną głową i szablą przy dłoni wystąpiłam, przedstawiając się. W ten, kapitan statku pirackiego, rozkazał mi abym oddała
wszystkie drogocenne przedmioty. Prychnęłm pod nosem. Szybkim ruchem wyciągnełam szablę, kierując ją w kierunku szyi tego
nikczemnika. Pirat miał sie czym bronić, lecz ja byłam szybsza i jednym zwinnym ruchem naciełam mu rane na szyi.
Zaczęła lać się krew, reszta jego załogi plądrowała nasz statek ale moi ludzie, byli silniejsi. Jak wiadomo karmiłam ich regularnie, a
piraci często nie mieli co jeść. Oczywiscie skradziono nam kilka wartościowych przypraw. Lecz to nawet nie była ćwiartka tego co
naprawde ukrywaliśmy.
Byłam zafascynowana jak szybko moja załoga rozprawiła się z tymi łajdakami. Ozywiście wygraliśmy, a ponieważ piraci okradli inne statki.
"pożyczyliśmy" sobie od nich kilka niezbędnych rzeczy. Oraz "troszkę" złota. Na cześć wygranej, wieczorem zorganizowałam potańcówkę.
Była muzyka, wino, dużo jedzenia.

Wydawało mi się że jestem dobrym kapitanem.

dni 57-80
Mielismy za duży balast. Musieliśmy pozbyć się wielu rzeczy. Ale ja wpadłam na pewiem pomysł.
Skoro piraci zostali pokonani, czemu mielibyśmy zostawiać ich statek ?
Może był przerażający, i ochydny ale bardzo pomocny.
Zajęło nam 2dni przenoszenie cięższych rzeczy. Ale w końcu się udało.
Okazało się również że piraci mieli bardzo dużo wody, ale mało jedzenia.

Kilka dni żeglowania, nareszcie ujrzałam ląd ! Kochany dom !
Widziałam już port z którego wypłyneliśmy. Bardzo się cieszyłam, z resztą nie tylko ja.
Moja załoga wręcz skakała z radości !
Być może nie odkryłam wspaniałej wyspy, lecz na świecie są jeszcez wspanialsze miejsca.
Dokując łódź dookoła niej zgromadził się tłum gapiów.
Przyjechał również sam król.
Chwaląc mnie, i reszte załogi.
Zapłacono mi, i reszcie bardzo dużą liczbę pieniędzy.
Zdobyłam tekże medal za wytrwałość i pomysłowość.
Moja zastępczyni była bardzo podekscytowana. I po kilku dniach chciała wrócić na tę wyspe.
Ja chce teraz odpocząć. To już koniec mojej histori. Lecz niedługo, wyrusze w kolejną podróż.
I być może odkryje coś bardziej fascynującego, i zdumiewającego.

niedziela, 11 grudnia 2011

Moja nazwa na Chacie !!!

Wiem...ludzie różnie myślą...
Jak coś żeby nie było... na chacie nazywam sie "LOUISE" (z małych)
Wiem że sie przyzwycziliście że nazywam się Czarna^.^ ... ale to tak dla pewności ;)

: *